Uratować nas mogło tylko zwycięstwo nad „Lechem" Poznań. Aby nas zupełnie pognębić figlarze z sąsiedniego Bytomia, jak zdołaliśmy się potem dowiedzieć, przysłali tuż przed rozpoczęciem decydującego meczu, miniaturową trumnę z czarnej dykty. Początek był fatalny. Zdenerwowanie, ogromna odpowiedzialność paraliżowały nam ruchy. Gra wyraźnie się nie kleiła i w przerwie meczu byliśmy już właściwie w drugiej lidze. Dopiero celny strzał Przecherki otworzył nam tę szansę, a przypieczętował całkowicie sprawę Kubicki, który podwyższył wynik na 2:0. Byliśmy uratowani! A kibice „Polonii" przez następny rok musieli obserwować drugoligowe spotkania swojej drużyny. Pełną rehabilitację w oczach sympatyków przyniósł nam jednak dopiero następny rok, Medy znowu zaliczaliśmy się do ścisłej, ligowej czołówki. O naszym ataku mówiło się wówczas - chorzowskie „A-B-C", czyli Alszer - Breiter - Cieślik. Tak jak poznańskie trio Anioła - Białas - Czapczyk stanowiliśmy postrach bramkarzy. Na finiszu wyprzedziła nas jednak tym razem dosłownie „o pierś",. czyli o jeden punkt, krakowska „Wisła". Wicemistrzostwo Polski przyniosło nam wiele satysfakcji i - jak się okazało - stanowiło dobry zadatek na wielką serię naszych zwycięstw, która miała wkrótce nadejść. Bet At Home | szkolenia java |
|