Pełni szczęścia
Pełni szczęścia nie zdołał jednak osiągnąć. Po wygraniu w drugiej rundzie z Holmesem (Jamajka) oraz w ćwierćfinale z Gargiulo (Argentyna), uległ w półfinale turnieju Kisielowowi (ZSRR), mimo że i tym razem dał z siebie wszystko. Rywal był po prostu młodszy, a więc odporniejszy i twardszy. Drugi brązowy medal olimpijski. Złoto przypadło Włochowi Pinto, ponieważ wyczerpany morderczym tempem poprzedniego pojedynku Kisielów nie miał już dość sił, aby skutecznie atakować. „Boks był dla mnie nie tylko życiową przygodą, dzięki której zobaczyłem wiele egzotycznych krajów, poznałem wielu ciekawych ludzi. Uważałem go też za sprawdzian mej silnej woli, opanowania. Tej jedynej życiowej pasji podporządkowałem wszystkie cele. Ale w końcu trzeba powiedzieć sobie dość, trzeba zająć się domem, wychowaniem dzieci, trzeba pomyśleć i o starości..." Odszedł z ringu w pełni sportowej sławy, ale nie pożegnał się z pięściarstwem. Skończył kurs trenerski z wyróżnieniem. Poświęcił się pracy szkoleniowej. Dziś, tak jak dawniej „Papa" Stamm podczas jego walk, szarpie nerwowo ręcznik i głośno dopinguje swych pupilków, chcąc, jakby mu sali treningowej brakowało, przekazać im wszystkie swoje umiejętności.
| |