Niespodziewany sukces
Niespodziewany sukces odniósł w 1972 roku Francuz Alain Golas na jachcie „Pen Duick IV", ale wśród najlepszych znalazł się także polski żeglarz, Krzysztof Baranowski. Jego „Polonez" osiągnął metę wielkiego , skoku przez Atlantyk równo w miesiąc po starcie. 17 lipca jako dwunasty i pierwszy z Polaków zawinął na redę Rhode Island, a w klasyfikacji handicapowej dało mu to 17 lokatę w regatach. „Jestem w doskonałej formie - oświadczył w kilka dni później. Zamierzam przygotować „Poloneza" do generalnej próby przed ewentualnym rejsem dookoła świata. Płynę do Kapsztadu." Dla szerokich rzesz obserwatorów zmagań żeglarzy-samot-ników na Atlantyku to oświadczenie było prawdziwym szokiem. Ledwo zdołał ukończyć imprezę rozgrywaną raz na cztery lata, do której przygotowywał się prawie trzy sezony i już porywa się na podróż dookoła globu!? Mieliśmy wtedy prawo tak sądzić, ale wąskie grono wtajemniczonych znało wcześniej plany Krzysztofa. Start w regatach transatlantyckich, który dla zdecydowanej większości uczestników stanowił cel sam w sobie wielki, zmuszający do maksymalnego wysiłku, dla niego był tylko przymiarką, etapowym punktem przed wielką wyprawą najtrudniejszymi szlakami. Nie wiedzieli o jego planach nawet konstruktorzy jachtu. Być może dziwiły ich nieraz stanowcze żądania i postulaty kapitana „Poloneza", który właśnie tak, a nie inaczej, pragnął widzieć budowany jacht.
| |