I choć naoczni świadkowie
I choć naoczni świadkowie zaklinali się, że wszystko było jak najbardziej zgodne z przepisami, do oficjalnych statystyk PZLA olsztyński wynik Krzyszkowiaka nigdy nie trafił. Bomba okazała się niewypałem, ale wątpliwości pozostały. Nie był to pierwszy przypadek w historii królowej sportu, gdy zaskakująco dobry rezultat starano się „usprawiedliwić" nieprzepisowymi warunkami. Wśród niedowiarków nie brakowało i dziennikarzy. Jeden z nich posunął się nawet tak daleko, że zaproponował Krzyszkowiakowi, aby dał sobie spokój z bieganiem, bo kto to widział, aby „taki chudziak" porywał się na biegi długie. Jak przyjął to, uczulony na wszelkiego rodzaju opinie o sobie, początkujący biegacz nie trzeba chyba wspominać. W każdym razie sympatią do przedstawicieli prasy nie zapałał... Już ja im pokażę, co takie chuehro potrafi! - odgrażał się, szukając okazji do zadokumentowania swych słów. Poczuł nagle w sobie gwałtowny przypływ energii, ba, pewności siebie. To już nie był ten zahukany, lekceważony przez kolegów chłopak, ale zawzięty, o podrażnionej ambicji sportowiec, który wie czego chce. Bieganie sprawiało mu już satysfakcję, stało się przyjemnością. Może dlatego, że było jednocześnie owocem zakazanym przez rodziców?
| |