brak doświadczenia i obycia miedzy linami, przegrywając przez nokaut z legendarnym już dziś, wciąż nie odszukanym... Szukajem, lecz była to jednocześnie ostatnia porażka przez ko w całej 18-letniej historii ringowych występów.
Trafił do sali bokserskiej za namową starszego brata i pierwsze kroki stawiał pod jego fachową opieką, obijany przy okazji niemiłosiernie podczas „bratobójczych" walk sparringowych, bo to i umiejętności jeszcze nie starczało, a i różnica wagi odgrywała niebagatelną rolę. Młodszy, Zbyszek, czynił jednak zadziwiające postępy. Szybko przezwyciężył lęk, jaki jest udziałem wszystkich debiutantów, zaczął odnosić sukcesy, o których Wiktor musiał mówić z szacunkiem. Czy zmieniło to cokolwiek we wzajemnych stosunkach obu braci Pietrzykowskich? Nic podobnego! Wiktor, chociaż nie zrealizował młodzieńczych marzeń i nie zrobił w tym trudnym sporcie błyskotliwej kariery, to przecież bez cienia zazdrości przyjmował każde kolejne osiągnięcie Zbyszka. Wystarczyło mu, że nazwisko Pietrzykowskich zdobyło szeroki rozgłos. Pozostał zawsze pierwszym i najlepszym doradcą młodszego brata, przeżywając na równi z nim wszystkie wzloty i potknięcia, także wówczas, gdy już zajmował się szkoleniem narybku w bielskim BBTS.
Zbigniew Pietrzykowski mężniał, nabierał szlifu i doświadczenia, uzyskiwał coraz lepsze rezultaty z coraz wyżej notowanymi rywalami. Rychło zwrócił na siebie uwagę selekcjonerów, objęty został szkoleniem centralnym - powołano go na zgrupowanie do Cetniewa, które właśnie wówczas zaczęto nazywać kuźnią polskiego boksu. avast professional | założenie sklepu internetowego | projekty domów
|