Chorzowskie spotkanie
Chorzowskie spotkanie z drużyną ZSRR w dniu 20.X.1957 roku było w mojej karierze najlepszym meczem i zarazem największym sukcesem. Poprzedził go sezon, w którym nie błyszczałem ani ja, ani „Ruch". Płk Reyman, ówczesny kapitan PZPN, nie powołał mnie więc do reprezentacji na pierwszy mecz z zespołem ZSRR w czerwcu w Moskwie, który przegraliśmy 0 : 3. Dopiero na krótko przed meczem rewanżowym znalazłem się ponownie w kadrze. Wahałem się, czy nie skorzystać z pretekstu, jakim były dolegliwości po odniesionej kontuzji i zrezygnować z udziału w przygotowaniach, a nawet i meczu. Byłem naprawdę w kiepskim nastroju, rozgoryczony kiepską formą, za którąv spotykały mnie w ligowych meczach gwizdy kibiców, a nierzadko i okrzyki, od których rumieniłem się, chociaż wypadało, żeby rumienili się ich autorzy. Bałem się, że sprawię zawód, że nie podołam zadaniu. Miałem jednak nieźle wyrobione poczucie obowiązku i dyscypliny, zgłosiłem się więc w terminie na zgrupowanie. W dość niezwyczajnych okolicznościach nastąpił mój występ w meczu, który miał wówczas dla nas znaczenie szczególne. Sam jego przebieg opisywany był wielokrotnie, można cytować bez końca opinie prasy, wypowiedzi działaczy, gości i zagranicznych obserwatorów. Był to ponadto mój jubileuszowy - czterdziesty występ w narodowej reprezentacji.
zielona szkoła | |